Rozdziel
czość
Chleb
a

Nośnik DRUGI - miniatura 2

Dupcąc Hotline Miami

Piotr Puldzian Płucienniczak

Napój ten przeznaczony jest dla silnych i pewnych siebie mężczyzn z klasy wyższej, którzy nad popularność przedkładają autorytet i dobrze wiedzą, jak rozumiana jest we Wschodniej Europie władza. Na początku nie mogłem, obudziłem się, macam się po kroczu: jest w swoim miejscu, dopijam piwo. Gdzie są te dni, kiedy ich potrzeba? Teraz. Po serii telefonów na później dostałem w gratisie cztery dni wyciągnięte z życiorysu, wystaję teraz z dupy: przecieram sobie głowę, która czuje się dobrze.

Próbuję jeszcze raz. Wczoraj: człowiek mówi mi, że z tą reżyserką nic nie będzie, człowiek mówi, że trzeba dupcyć, nic z tego nie będzie, mówię, to są jakieś jaja, nie jesteśmy w XIX wieku, nie interesuje mnie komunikacja tego rodzaju. Człowiek mówi: no to nie zadupcysz. Mówię, że wiem to, że szkoda, ale no nie zrobię tego, odechciewa mi się tego, kiedy o tym myślę, a z drugiej strony, to mi się zwyczajnie nie chce. Zwykle nie chce mi się dupcyć. Kto kogo wydupca na co dzień? Czy to naprawdę potrzebne? Drzemy się i śpiewamy piosenkę. Pijemy. Kto się z nas śmieje, skoro jesteśmy najlepszą partią polityczną w tym miejscu? Randomy. Człowieku, rozstałem się z tą, lizałem tamtą na skwerku za Petrochemią, mówi człowiek, słucham tego, z tą poetką to masz doświadczenie, no mam, mam też obecnie okres namysłu, no nici z dupcenia, nie taki zresztą był plan, mówię, przyszedłem się z wami napić. Nie ma żadnego dupcenia, zakładam słuchawkę na głowę. Dupcenie przegrywa z piciem, a tym bardziej z grami. My jesteśmy od gier komputerowych, chamie, nas te sprawy nie interesują, to jest przełom tysiąclecia, ważny okres, trzeba grać, znasz to, jakie są nowe pliki, w co się gra w tym tygodniu. Co jes na stimie teraz? Człowiek rozkłada się, chce iść spać. Przerwa na szczanie: po ścianach, podłodze, własnych spodniach (najgorzej). Odciągany plan: idziemy do lokalu pod spodem, tam będzie dupcenie, życzliwe zapewnienie klepie mnie w plecy. Nie idę do lokalu pod spodem. Idę do domu, gdzie mam iść. Praca naukowca wymaga zapobiegliwości, w lodówce mam jeszcze dwie puszki. Włączam Hotline Miami, napisuję jeszcze jakieś zaległe albo zupełnie debilne SMS-y, gram, nie chce mi się pisać tych gówien, nie trafiam we wrogów, resetuję i zaczynam od początku, od łatwiejszych leveli, dochodzę do siódmego, otwieram drugie. Zostawiam w połowie. Savepoint = siódmy level, to będzie ważne później, zaczekaj na ten moment, daj chwilę.

 

dupcac_hotline_miami_2

 

Na początku nie mogłem, obudziłem się, macam się po kroczu: jest w swoim miejscu, dopijam pół piwa. Moje astralne ciało jest teraz trzy miliony kilometrów stąd i wygłasza referat naukowy na temat, który przestał mnie interesować (nie muszę już tego czytać, można sobie przeczytać samemu, dajcie luzy), prawdziwe ciało z dupą i głową zostaje w mieście. Tym samym zbiegiem okoliczności chata jest wolna, łóżko obejmuje jedną tylko osobę, psa, kota, worek z jabłkami, bluzę, długopis. Druga osoba jest natomiast tam, to będzie ważne później, już za chwilę. Jem coś (co?), wyprowadzam piesę, daję jeść wszystkim mordom, otwieram piwo, włączam Hotline Miami. Jestem w ósmym levelu, najzajebistszym. Gra w Hotline Miami polega na zabijaniu Ruskich. Jesteś zawodnikiem w masce i kurtce, który wchodzi do budynku i zabija Ruskich, a do tego gra muzyka. Zbierasz bronie, zabijanie to za małe słowo, robisz masakrę jak człowiek po kazaniu. Przeszedłem Hotline Miami już dwa razy. Teraz się gubię. W ósmym levelu gra najzajebistsza muzyka. W ósmym levelu są stroboskopy, level w dyskotece, i aparat muli przy stroboskopach, nie przetwarza materiału wizualnego, łatwiej jest robić uniki, coś z tego mam. Robię raz jeszcze. Wychodzę do chińczyka na Wielkich Młynów, chyba. Jest piątek, ale nie ma ryby, nie ma nawet zupy rybnej w menu, choć w piątki wypada sobie pozwolić na rybę, jem tofu. Kelnerka, nie wiem, jej koleżanka, żul, gruba baba. Dlaczego ludzie nie amputują sobie tych bąbli? Po co to mieć? Brzydzę się, zacinam, sterczą z tego włosy. Piję do tego piwo i myślę, że opiszę popołudnie do „Nośnika”. „Nośnik” osrywa się redakcjami. Kupuję świeczki urodzinowe w żabce, takie popołudnie jest tylko raz w roku, trzeba zaświętować, chata wolna, myślę, że spiszę to popołudnie i będzie materiał do „Nośnika”. Nie mam czasu grać. Nalewam sobie banię, bo mam zero siedem za przysługi. Witam cię, kolego Tytusie. Siadam do aparatu, piszę, daje jeść zwierzętom, jebią mi się klawisze, próbuję jeszcze raz od początku, tzn. kasuję pierwszy akapit i piszę go jeszcze raz, przesuwam też kilka pomysłów albo rzeczy. Najpierw włączam soundtrack z Hotline Miami, ale nie dosłucham do kawałka z ósmego levelu, bo będzie trzeba iść na próbę, nalewam sobie banię i zapalam świeczkę. Pukam palcem krawędź klawisza, kot sra. Wchodzi wolniejszy kawałek, który gra chyba na planszy z punktami, spada tempo pięciu przemian. Poruszaliśmy więcej tematów, ale nie chce mi się do nich wracać. Dziewczyna z poprzedniego lokalu też była bardzo fajna. Od dłuższego czasu proponuję metodę na długie skarpety do spodenek, doceniam. Człowiek mówi o każdej: dupcyłbym, ale chuja wydupcy, tak są ustawione szczeble. Ja mógłbym, wieszczę na skale kapsla, ale jest taka wskazówka, ale zwyczajowo mi się nie chce. Jesteśmy w fazie postfeministycznej, mężczyźni rezygnują przed początkiem, ona stawia serię bań na barze, jest późny wieczór albo nawet noc, wokół kręcą się, wychodzę na papierosa do Psa, wracam albo w odwrotnej kolejności, nie wiem nawet, o kogo chodzi. Nie ma dupcenia, przegrywa z piciem i grami. Co zrobisz, gnoju zasrany? W tej egzystencji. Dziękuję, że jesteś chujem, napis na fejsie, pozdrawiam. Nic z tego nie będzie, mówię, po czym sprawdzam stan powiadomień. Głaszczę pieskę. Powiedzmy, że uzależniam się od dłuższego czasu od soundtracku z Hotline Miami. Wchodzi tytułowy, ładuję się w jakieś pętle. Bania, podtrzymywanie bańki rusztowaniem łokcia, egipska metoda przenoszenia kamieni. Wszystkie kamienie naraz. Miałem beztlenowce w kanale, operowali mnie laserem, mówi chuj. Ty jesteś chuj. Radość! Wspaniale to słyszeć, mam zamknięte oko. Klikam do muzyki z bossem, Turf. Idę na próbę, kończy mi się albo nawet się nie włączyło, bo nie czuję tych bań z jakiegoś powodu. Zawieszam się. Na próbie napierdalam i proponuję, że zagrajmy koncert, ten kontent już chodzi sam, nie trzeba go szlifować, weźcie chodźcie. Poszliśmy. Przełącznik: napierdalam. W mojej klawiaturze żyją robaki, komputer zostaje sproblematyzowany, prawda jest jednak inna, wiem to, nie było dupcenia tej nocy. Nie spałem z nią, jedna rzecz to nie jest seks, gadżet do piwa, przypnij sobie do klucza, ale nie ma licznika na te sprawy, uważaj na to. Człowiek mówi: idźcie na Kijowską, tramwaj jeździ co dziesięć minut, a kłamstwo, jak wiemy, wychodzi ostatnie: najpierw zdrapuje się powłokę, później wyciska białe. Wychodzę na spacer trzymając piwo, ale ulica jest policyjna. Glonojad potrzebny od zaraz.

 

dupcac_hotline_miami_3

 

Zaliczam level osiemdziesiąty po powrocie. Trwa pełna synchronizacja: serwer mózgu odczepia się od klienta ręki, gnida zostaje zduszona w zarodku, przysłowiowy plik zostaje przegrany na drugą część dysku, sukcesywnie pozdrawiam odbiorcę stojącą ręką nocy. W tej sytuacji stawia nas życie, mówię, należy mieszkać dalej od rzeki z tej samej racji, dla której kot powinien mieć napis na szyi, następuje kotwica, wychodzę z domu (niby że do Betelu, poczekam tam na was, jak coś to dzwońcie, ale idzie mnie do osiedlowej pijalni, gdzie przyjmie mnie drewno i taniość), spotykam człowieka: daję mu dwie świeczki i złoty pięćdziesiąt, faktycznie jednak proponuję wypicie butelki na dwóch koło tego płotu, zwracam poniesione nakłady: jak jest?

 

 

Jest oferta. Dostaję numer do firmy przewozowej z Austrii, biorę wizytówkę, oddaję (ostatnia), powołuję się na tego tu człowieka, jakbym miał lekarza, żeby pisał recepty, następuje wymiana numerów i uścisków, bo pijemy już drugi baniak. Hitler. Od grubego studenciarza wyciągamy butelkę wody mineralnej, dajże nam coś do picia, nie bój się. Na chuj ta woda? Ostrożność w dupceniu: hotlinia, żonę swoją zabije, łeb jej ujebie, człowiek zakładałby maskę zwierzęcia, nie dupc z byle kim, braciszku, mnie wychujała na mieszkanie budowane przez ojca działacza przez wiele lat w partii i jego ojca, który chronił Żydów w czasie wojny hitlerowskiej. Daję pięćdziesiąt zeta z żyły. Zaczynam się masturbować odruchowo, dopisuję ten fragment już w październiku w losowym miejscu.

 

dupcac_hotline_miami_4

 

Wciskam mu w rękę pięćdziesiąt zeta na życie i przyspieszam kroku, nie Wisłą, ulicą, nie wiem, na którym etapie jestem, nie było standaryzacji baniaków, na ile się to kawałków przekłada, ale warto. Wchodzę do Psa, mijam dziewczynę (czy miałbym się z nią dupcyć?), to znaczy znacznie więcej ludzi, ale już nie mogę patrzeć pod światło, dopijam piwo, dwa w totalnej ciemności, nikt się do mnie nie dosiada, nie wiem nawet, czy siedzę. Wracając montuję jeszcze dwie puszki, mam jedną czkawkę, ale udaje się przekazać komunikat, jedno robię siedząc szybko na łóżku, próbuję włączyć komputer, ale wypada na ziemię telefon i się rozdupca, drugiego zostawiam pół.

 

* * *

Ludzie pytają mnie: jak grać w Hotline Miami?

Odpowiedź jest jedna: nie dupcyć.

Level dwunasty.

Karty.

 

W czasie przygotowania tekstu zostało wypite kilkadziesiąt piw, pół butelki taniego wina, około trzech litrów wódki oraz wypalona paczka tytoniu Black Devil.

######

Tekst ukazał się w DRUGI-m „Nośniku” Rozdzielczości Chleba: czytaj online za darmo albo pobierz go tutaj

Rozdzielczość Chleba 2011-2017

Spędzamy dużo czasu na Facebooku

Chcesz nam coś powiedzieć?

kontakt@rozdzielchleb.pl